EKSTRAKLASA
II LIGA
CLJ U-19
DRUŻYNA
BIZNES
KLUB
MULTIMEDIA

CENNY PUNKT W ŁODZI! POZOSTAJEMY PONAD STREFĄ SPADKOWĄ

1 godzina temu | 14.03.2026, 19:51
CENNY PUNKT W ŁODZI! POZOSTAJEMY PONAD STREFĄ SPADKOWĄ

JAXAN WKS Śląsk Wrocław Futsal zremisował w wyjazdowym starciu z Widzewem Łódź 3:3. Mecz w ramach 24. kolejki FOGO Futsal Ekstraklasy obfitował w sporo emocji i ponownie jak w starciu we Wrocławiu w 9. kolejce - zakończył się podziałem punktów. Wrocławianie przez większość spotkania gonili wynik i w samej końcówce dopięli swego. Gole dla WKS-u zdobyli Joselito (2) i Lion Ribeiro.

Wrocławianie pojechali do Łodzi w prawie identycznym składzie, jaki tydzień temu triumfował nad BSF ABJ. Jedyną zmianą była obecność w meczowej 14. Łukasza Krawca, kosztem Jakuba Janczaka. Poza Kubą, w składzie zabrakło miejsca również dla Kacpra Zmorczyńskiego, Kamila Baranowskiego i kontuzjowanego Michała Kołodziejka. W pierwszej piątce Śląska wybiegli: Kamil Izbiański, Lion Ribeiro, Caio Leonardo, Hamza Maimon oraz Jonatan De Agostini. Trener Marcin Stanisławski w bój wypuścił zestaw: Michal Hula, Sebastian Baco, Davi Moreno i Dmytro Rybitskyi. 

Pierwsza połowa przebiegała w dość spokojnym, monotonnym i wolnym tempie. Początek należał do gospodarzy, którzy utrzymywali się dłużej przy futsalówce i szukali możliwości na złamanie bardzo dobrej defensywy przyjezdnych. Pierwszą dogodną okazję udało im się stworzyć dopiero w 8. minucie kiedy przy akompaniamencie błędu defensywy Śląska, mieli aż trzy okazje na otwarcie wyniku, ale ofiarnie reagowali wrocławianie i ostatecznie Izbiański wybił piłkę z linii bramkowej. Ta szansa nieco podrażniła ambicje podopiecznych Chemy Jimeneza, którzy bardziej zdecydowanie ruszyli do ataku. W kolejnych minutach udało im się wypracować dwie bardzo dobre szanse "sam na sam", najpierw dla Christophera Moena, a chwilę później dla Ribeiro, ale niestety gościom brakowało zimnej krwi w wykończeniu. W 15. minucie trener gospodarzy Marcin Stanisławski zdecydował się poprosić o czas, i jak się później okazało - ta decyzja zdefiniowała nam przebieg pierwszej części gry. Od razu po wznowieniu Widzew miał aut na połowie WKS-u, piłkę mocno zagrał Rybitskyi, a niefortunnie interweniował Maimon i po golu samobójczym Trójkolorowego gospodarze objęli prowadzenie 1:0. Minęła dosłownie chwila, a katastrofalny w skutkach błąd popełniła defensywa łodzian - tuż przed bramką jeden z graczy gospodarzy nabił piłką Joselito, a ta wpadła do siatki i mieliśmy 1:1. Ostatnie słowo należało jednak do widzewiaków, którzy w 20. minucie mieli aut z dosłownie tego samego miejsca co przy pierwszej bramce, znowu wstrzelili futsalówkę w polu karnym i po "bilardzie" Filip Marton ustalił wynik do przerwy na 2:1.

Po zmianie stron Śląsk momentalnie rzucił się do odrabiania strat i przez kilka minut praktycznie nie wychodziliśmy z połowy gospodarzy. W 24. minucie łodzianie mieli na koncie już trzy faule, a za jeden z nich żółtą kartkę obejrzał Rybitskyi, co dodatkowo napędzało podopiecznych Chemy Jimeneza. Chwilę później przed bardzo dobrą szansą po zagraniu wzdłuż bramki stanął De Agostini, ale jej nie wykorzystał, co momentalnie się zemściło. W 26. minucie mieliśmy już 3:1 dla Widzewa po tym, jak zamieszanie przed bramką wykorzystał Ortiz. Obrazu gry nam to nie zmieniło, bo wciąż to wrocławianie atakowali z dużym zaangażowaniem i szukali swoich szans, ale trzeba oddać gospodarzom, że zachowywali się w defensywie perfekcyjnie i nie pozwalali na oddawanie groźnych strzałów. Jedyna dobra okazja warta odnotowania to sytuacja z 34. minuty, kiedy to Dasaiev ograł 1na1 Moreno i stanął sam na sam z Hulą, ale bramkarz Widzewa świetnie skrócił kąt i nie dał się pokonać. Wreszcie w 37. minucie trener przyjezdnych poprosił o czas i postawił wszystko na jedną kartę wycofując bramkarza, co - jak się później okazało - przyniosło wymierne korzyści. Najpierw w 38. minucie sytuację dla Ribeiro wypracował cały zespół, a ten jeszcze oddał futsalówkę do Joselito i Hiszpan strzelił do pustej bramki, dając wrocławianom gola kontaktowego i kompletując dublet. Tuż przed ostatnią syreną bliźniaczą akcję rozegrali Trójkolorowi, ale tym razem najlepszy strzelec FOGO Futsal Ekstraklasy już futsalówki nie oddał tylko zakończył akcję perfekcyjnym uderzeniem i ustalił wynik meczu na 3:3.

Z perspektywy spotkania punkt w Łodzi trzeba szanować i wydaje się, że właśnie takie podejście przyświeca Wojskowym. Patrząc jednak na statystyki, Śląsk w każdym elemencie był lepszy, w atakach (111 do 65), w strzałach (59-35), w strzałach celnych (17-15), strzałach zablokowanych (28-10), rzutach rożnych (15-4), a nawet faulach (3-6). Trzeba oddać podopiecznym Marcina Stanisławskiego, że dziś postawili przed bramką Huli mur, który bardzo trudno było skruszyć i dlatego też remis w Łodzi to bardzo cenny jeden punkt w kontekście walki o utrzymanie. Walczymy dalej!

Udostępnij
 
8470896