JAXAN WKS Śląsk Wrocław Futsal wygrał 4:3 z BSF ABJ Powiat Bochnia w ramach 23. kolejki FOGO Futsal Ekstraklasy. Dla Trójkolorowych było to bardzo ważne zwycięstwo z bezpośrednim rywalem w drodze po utrzymanie i te trzy punkty pozwalają podopiecznym Chemy Jimeneza na opuszczenie strefy spadkowej. Gole dla WKS-u strzelili Christopher Moen (2), Lion Ribeiro i Rodrigo Dasaiev.
Trener Chema Jimenez mógł skorzystać z usług niemalże wszystkich swoich zawodników. Poza meczową 14. znaleźli się tylko Kacper Zmorczyński, Łukasz Krawiec, Kamil Baranowski, Artem Ros i kontuzjowany Maciej Kołodziejek. W pierwszej piątce wrocławian wybiegli Kamil Izbiański, Lion Ribeiro, Caio Leonardo i Hamza Maimon. Trener Roman Vakhula postawił z kolei na Marka Karpiaka, Francisco Moreno, Wojciecha Przybyła, Stefano Galesicia i Mikhaela Almeidę.
Pierwsza część spotkania miała wiele różnych obliczy. Początek spotkania przemawiał zdecydowanie za gospodarzami, którzy ruszyli z huraganowymi atakami na bramkę Karpiaka i w pierwszych kilku minutach stworzyli naprawdę sporo dobrych okazji do zdobycia bramki. W 4. minucie przed doskonałą szansą stanął Dasaiev po zgraniu De Agostiniego na wprost bramki, ale górą był bramkarz Bochni. Chwilę później dłuższą piłkę na wolne pole otrzymał Moen, ale przez to, że był pociągany za koszulkę nie miał szans na oddanie strzału, a faulujący Matras otrzymał żółtą kartkę. Przy kolejnej akcji przyjezdni już nie mieli tyle szczęścia - w 7. minucie kapitalnym dalekim zagraniem popisał się Izbiański, a Moen wykończył atak precyzyjnie w kierunku dalszego słupka i WKS objął prowadzenie 1:0. Po golu emocje nieco opadły, gra się uspokoiła i przez dłuższy fragment gra toczyła się głównie wszerz parkietu. Dopiero w 13. minucie na parkiecie znowu zrobiło się gorąco, bo żółtą kartkę za faul na szarżującym Leszczaku zobaczył Caio i BSF ABJ wreszcie miał szansę realnie zagrozić bramce gospodarzy z rzutu wolnego. Goście swoją szansę wykorzystali z zimną krwią i po dobrym rozegraniu i mocnym strzale Leszczaka doprowadzili do remisu 1:1. I kiedy wydawało się, że bochnianie łapią wiatr w żagle - czerwoną kartką za faul na Dasaievie został ukarany ich bramkarz Karpiak, a oni sami musieli radzić sobie przez dwie minuty w osłabieniu. Trójkolorowi przycisnęli i w końcu wypracowali kilkoma podaniami akcję "na dostawienie stopy" dla Ribeiro, który tym samym ustalił wynik do przerwy na 2:1 dla WKS-u.
Druga połowa, podobnie jak pierwsza, była podzielona na kilka różnych fragmentów. Znacznie lepiej w drugie 20 minut weszli przyjezdni, najpierw zmusili Maimona do faulu taktycznego na żółtą kartkę, a następnie doprowadzili do tego, że w 4 minuty wrocławianie mieli na koncie już cztery faule. Jakby tego było mało, w 25. minucie mocno piłkę wstrzelił w pole karne Przybył, futsalówkę odbił Izbiański, ale dobitki Frana nie udało się już obronić i BSF dopiął swego, doprowadzając do wyrównania. Problemów WKS-u nie było końca, bo kilka chwil później gospodarze popełnili piąte (żółta kartka De Agostiniego) i szóste przewinienie i Bochnia mogła obcjąć prowadzenie za sprawą przedłużonego rzutu karnego. W pojedynku Przybył-Izbiański lepszy okazał się goalkeeper gospodarzy, który sparował piłkę na poprzeczkę i jak się później okazało - był to moment zwrotny niedzielnego wieczora. Ta obroniona piłka pchnęła Trójkolorowych do ataku, w jednej z akcji w 30. minucie piłkę przejął Herterich, dograł na lewo do Joselito, a ten wzdłuż bramki "na pustą" do Dasaieva i gospodarze wrócili na prowadzenie 3:2. Podopieczni Chemy Jimeneza poszli za ciosem i po kolejnym kontrataku w 32. minucie było już 4:2, bo akcję doskonale wykończył Moen. Wówczas wydawało się, że rezultat jest już rozstrzygnięty, w 38. minucie trener Vakhula poprosił o czas i tchnął nowego ducha w zespół. BSF ABJ rzucił się do odrabiania strat i po przypadkowym faulu Hamzy wywalczył drugi w tym meczu przedłużony rzut karny. Tym razem do piłki podszedł Leszczak i nie dał szans Izbiańskiemu - było 3:4. Jak się później okazało, do wyrównania zabrakło już czasu i Śląsk zgarnął niezwykle ważne zwycięstwo w kontekście utrzymania.
To było bardzo trudne spotkanie i obie drużyny zostawiły całe serce i zdrowie na parkiecie. Z perspektywy WKS-u najważniejsze, że ten dreszczowiec udało się przechylić na swoją korzyść i zgarnąć trzy punkty, które smakują jak 6, a może i 9 - patrząc na ligową tabelę. Śląsk nie tylko pokonał bezpośredniego rywala w walce o utrzymanie, ale tym zwycięstwem wyprzedził także Widzew i opuścił strefę spadkową. JEDZIEMY DALEJ! HEJ ŚLĄSK!