JAXAN WKS Śląsk Wrocław Futsal zremisował 3:3 z Widzewem Łódź w ramach 24. kolejki FOGO Futsal Ekstraklasy. Podział punktów z pewnością nie zadowala żadnej ze stron, bo walczą bezpośrednio ze sobą o utrzymanie w elicie i muszą szukać punktów w kolejnych meczach. Gole dla WKS-u strzelili Joselito (2) oraz Lion Ribeiro.
Trener Chema Jimenez postawił na tych samych żołnierzy, którzy stanowią o sile Śląska w ostatnich tygodniach. Mecz rozpoczęła identyczna piątka, jak tydzien wcześniej przy okazji meczu z BSF ABJ: Kamil Izbiański, Hamza Maimon, Lion Ribeiro, Jonatan de Agostini i Caio Leonardo. Z kolei w wyjściowym składzie gospodarzy znaleźli się Michal Hula, Davi Moreno, Dmytro Rybitskyi, Sebastian Baco i Jefferson Ortiz.
Pierwsze minuty należały do gospodarzy. Już w 3. minucie meczu Widzew wykonywał rzut wolny z bardzo dobrej pozycji, jednak świetnie zachował się Caio Leonardo i wybił piłkę daleko poza pole karne. Chwilę później strzał na bramkę oddał Davi Moreno, ale wtedy doskonałym blokiem popisał się De Agostini. Widzew dość często przebywał pod bramką Izbiańskiego, wykonując m.in. sporo rzutów rożnych, ale obyło się bez większego zagrożenia. W 7. minucie meczu wreszcie dobrą akcją odpowiedzieli wrocławianie - Hamza próbował zaskoczyć sprytnym uderzeniem bramkarza gospodarzy, ale Hula popisał się dobrą interwencją. Trwały jednak skomasowane ataki łodzian i w 8. minucie ponownie zrobiło się groźnie pod bramką Śląska. Po akcji gospodarzy, drużynę Śląska musiał ratować między słupkami Izbiański, który popisał się skuteczną interwencją przy groźnym uderzeniu i z pomocą Kima Hertericha, od którego finalnie odbiła się piłka. Widząc nerwowy początek spotkania, trener Chema Jimenez poprosił o czas, aby uspokoić grę swojej drużyny. Przerwa dobrze wpłynęła na Trójkolorowych, którzy przeszli do ataku i w kolejnych minutach stworzyli dwie świetne okazje dla Rodrigo Dasaieva i Christophera Moena, ale bez efektu bramkowego. Lepsza dyspozycja przyjezdnych zmusiła jednak trenera Widzewa Marcina Stanisławskiego do wzięcia czasu w 15. minucie. Przerwa okazała się zbawienna dla widziewiaków, którzy od razu po wznowieniu – z ogromną dozą szczęścia – objęli prowadzenie. Piłkę w pole karne mocno wstrzelił Rybitskyi, a niefortunnie interweniował Maimon i po golu samobójczym było 1:0 dla Widzewa. Łodzianie nie mogli cieszyć się z prowadzenia zbyt długo, bo chwilę później podrażniony Śląsk doprowadził do wyrównania za sprawą trafienia Joselito i w 17. minucie było 1:1. Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem, w ostatnich sekundach pierwszej połowy padła kuriozalna bramka dla gospodarzy. Filip Marton uderzył bezpośrednio po wznowieniu gry i zaskoczył wszystkich na parkiecie, dając Widzewowi prowadzenie 2:1. Emocje udzieliły się także ławce WKS-u, a żółtą kartkę obejrzał asystent trenera Jose Pepo. Chwilę później sędzia zakończył pierwszą część spotkania.
Po przerwie tempo meczu wyraźnie wzrosło. Pierwszy groźny atak przeprowadził Widzew, ale z mocnym strzałem rywala bezbłędnie poradził sobie Izbiański. Inicjatywa od początku leżała jednak po stronie przyjezdnych, co ewidentnie frustrowało gospodarzy, którzy mocno podostrzyli grę. Już na początku drugiej części gry żółtą kartkę obejrzał Rybickyi, który sfaulował intencjonalnie Dasaieva. Pomimo przewagi wrocławian, kolejny cios w 26. minucie niespodziewanie wyprowadzili łodzianie. Po dobrze rozegranej akcji strzał jednego z graczy gospodarzy obrobił Izbiański, ale dobitka Jeffersona Ortiza do pustej bramki była już bezbłędna i największa gwiazda w szeregach trenera Stanisławskiego podwyższyła prowadzenie na 3:1. Śląsk mimo posiadania wielu grożnych sytuacji, długo nie potrafił zamienić ich na gole. Wreszcie w końcówce trener Chema Jimenez zdecydował się zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę, wycofując bramkarza i kontynuując grę w przewadze zawodników w polu, a białą koszulkę goalkeepera założył Ribeiro. Ta decyzja okazała się kluczowa i w końcówce wrocławianie nie tylko zdobyli gola kontaktowego, ale doprowadzili do wyrównania i podziału punktów na trudnym terenie. Fantastyczną końcówkę rozegrał Ribeiro, który przez większość meczu miał duże trudności z kreaowaniem sobie sytuacji. W 38. minucie świetnie pokazał się w polu karnym i dograł „na pustą” do Joselito, a ten zdobył swoją drugą bramkę tego wieczoru. Ostatnie słowo należało jednak do niego samego iw niemalże identycznej akcji jak dwie minuty wcześniej okazał się bezbłędny i z bliska przelobował wychodzącego bramkarza widzewiaków, ustalając tym samym rezultat spotkania na 3:3. Dzięki determinacji w końcówce meczu Śląsk wywiózł z Łodzi niezwykle cenny punkt.
To było bardzo emocjonujące spotkanie, które dla żadnej ze stron nie jest zadowalające. Trójkolorowi pokazali jednak ogromny charakter i odrobili dwie bramki straty w samej końcówce, co ma naprawdę ogromną wartość. W rezultacie Widzew pozostaje w strefie spadkowej, a Śląsk utrzymuje miejsce tuż nad nią. Teraz każdy punkt jest na wagę złota, a każdy mecz na wagę finału. Nie poddajemy się, jedziemy dalej! Hej Śląsk!
Autorka: Natalia Musiedlak