JAXAN WKS Śląsk Wrocław Futsal przegrał z Rekordem Bielsko-Biała 1:4 w ramach 16. kolejki FOGO Futsal Ekstraklasy. Gospodarze bardzo szybko objęli prowadzenie za sprawą gola Michała Marka i do samego końca meczu kontrolowali to, co działo się na parkiecie nowej hali Centrum Sportu Rekord. Jedynego gola dla Śląska zdobył Lion Ribeiro z przedłużonego rzutu karnego. Wojskowi pozostaną w strefie spadkowej i na pierwsze zwycięstwo w nowym roku będą musieli jeszcze poczekać.
Wrocławianie do Bielska-Białej pojechali bez Jonatana De Agostiniego i nowego nabytku Joselito. Miejsca w składzie zabrakło również dla trzeciego goalkeepera Kacpra Zmorczyńskiego oraz wciąż kontuzjowanego Michała Kołodziejka. W pierwszej piątce WKS-u wybiegli: Kamil Izbiański, Rodrigo Dasaiev, Lion Ribeiro, Artem Ros oraz Krystian Jajko. Gospodarze zadebiutowali na własnym parkiecie składem: Michał Kałuża, Michał Marek, Guilherme Furtado, Martin Dosa i Edgar Varela.
Po gospodarzach nie było widać debiutanckiej tremy, wynikającej z pierwszego spotkania w FOGO Futsal Ekstraklasie w nowej hali. Już w 2. minucie bardzo wysoko z bramki wyszedł Kałuża i uderzył, a po drodze tor lotu piłki zmienił Marek i Rekord objął prowadzenie. W kolejnych fragmentach rekordziści udowadniali, że ten gol nie był przypadkowy, bo cały czas dominowali w posiadaniu piłki i stwarzali zagrożenie pod bramką Izbiańskiego. W pierwszych minutach jedyny pozytyw po stronie WKS-u to indywidualna akcja Moena, który dwukrotnie nawinął rywala i celnie uderzył na bramkę rywali, ale na posterunku był goalkeeper. W 8. minucie bielszczanie wyprowadzili kolejny cios - błąd w przekazaniu w defensywie popełnili Trójkolorowi, a Kadu świetnym podaniem obsłużył Marka i ten miał już dublet. Śląsk mógł bardzo szybko odpowiedzieć po dobrze rozegranym aucie, ale sprytne uderzenie po ziemi Jajki obronił Kałuża. Jedyny minus po stronie gospodarzy to faule, których pojawiało się niebezpiecznie więcej i więcej z minuty na minutę. Wreszcie w 13. minucie najpierw przekroczyli limit i żółtą kartką został ukarany Mikołaj Zastawnik, a chwilę później sfaulował ponownie i wrocławianie stanęli przed szansą na gola kontaktowego z przedłużonego rzutu karnego. Futsalówkę ustawił Ribeiro i nie dał najmniejszych szans bramkarzowi Rekordu, dając gościom gola kontaktowego. Po bramce Śląsk złapał dobry rytm, ale bielszczanie nie spuszczali z tonu i w 16. minucie wykorzystali kolejny błąd w defensywie przyjezdnych, a z najbliższej odległości do siatki trafił Krzempek i ustalił wynik do przerwy na 3:1 dla Rekordu.
Jeżeli Śląsk marzył o odwróceniu losów spotkania, potrzebna była szybko zdobyta bramka. Niestety jednak ta sztuka przyjezdnym się nie udała, a z upływem minut coraz lepiej wydarzenia boiskowe kontrolowali gospodarze. Tempo meczu również nieco spadło, szanse z obydwu stron się pojawiały, ale nie było ani lawinowych ataków wrocławian, ani też huraganowych kontrataków po stronie bielszczan. Po stronie Trójkolorowych swoje minuty dostał m.in. Jakub Janczak, sporo grał również Łukasz Krawiec, ale brakowało bardziej wyrazistego występu któregoś z liderów. Bez wątpienia takim liderem był Izbiański, który i w pierwszej połowie i po przerwie bronił naprawdę doskonale. Na domiar złego w 28. minucie kolejny błąd w kryciu popełnił WKS, piłkę tuż przed bramką dostał Marek i skuteczną podcinką skompletował hat-tricka, a Rekord prowadził już 4:1. Pomimo niekorzystnego rezultatu Jose Pepo nie decydował się na wycofanie bramkarza, a gra ewidentnie nie kleiła się przyjezdnym. Na półtorej minuty przed końcem starcia trener gospodarzy Chus Lopez poprosił o czas żeby jeszcze coś przekazać swojej ekipie i "dobić" rywali ze stolicy Dolnego Śląska. Po czasie WKS wycofał ostatecznie bramkarza, a ostateczny gwóźdź do trumny wrocławian wbił Paweł Budniak na kilka sekund przed ostatnią syreną, ustalając wynik na 5:1.
Niezwykle krótka ławka Śląska miała ogromne przełożenie na to, jak wyglądał mecz w Bielsku-Białej. Brak Jonatana De Agostiniego oraz Joselito miał ogromny wpływ na rotację i to, że brakowało sił w drugiej części gry, by spróbować odrobić straty i powalczyć o korzystny rezultat. Proces budowy "nowej" drużyny jednak wciąż trwa, a już 6 stycznia w Hali AWF Wrocław przyjdzie pierwsza ważna weryfikacja tego, co udało się wypracować w ostatnich tygodniach. Pracujemy dalej!