JAXAN WKS Śląsk Wrocław Futsal zremisował na własnym parkiecie z Red Dragons Pniewy 1:1 w spotkaniu 17. kolejki FOGO Futsal Ekstraklasy. Trójkolorowi prowadzili do przerwy 1:0 po bramce samobójczej Victora Delgado, ale po zmianie stron ten sam zawodnik doprowadził do wyrównania i ustalił wynik meczu. Taki rezultat nie pozwoli wrocławianom opuścić strefy spadkowej, nie zmieni też sytuacji gości. We wtorkowym starciu w barwach WKS-u zadebiutował Joselito.
Trójkolorowi do wtorkowego meczu przystąpili bez kontuzjowanych Jonatana De Agostiniego i Michała Kołodziejka, zabrakło również miejsca dla trzeciego goalkeepera Kacpra Zmorczyńskiego. Po raz pierwszy za to pojawił się nowy nabytek wrocławian - Joselito, który rozpoczął spotkanie w pierwszej piątce. Oprócz niego mecz zaczęli Kamil Izbiański, Lion Ribeiro, Rodrigo Dasaiev i Hamza Maimon. Jako pierwsi na parkiet w zespole gości wybiegli za to Guilherme Gomes, Nikodem Krajewski, Christian Rodriguez, Piotr Błaszyk oraz Victor Delgado.
Starcie w Hali AWF Wrocław rozkręcało się naprawdę długo. Jedyne zdarzenia jakie możemy wyróżnić z pierwszych minut to błąd zmiany po stronie WKS-u i żółta kartka dla Christophera Moena oraz strzał z powietrza Dasaieva, który spektakularnie obronił bramkarz Red Dragons. Mecz rozpoczął się na dobre dopiero w 14. minucie, bo właśnie wtedy na prowadzenie wyszli gospodarze. Podopieczni Jose Pepo mieli rzut wolny dość daleko od bramki, ale kapitalnie rozegrał go tercet Joselito-Artem Ros-Ribeiro i ten ostatni wstrzelił mocno piłkę w pole karne, a tam niefortunnie interweniował Delgado i było 1:0. Po golu gra nam się nieco rozkręciła i dość szybko pniewianie mieli szansę na doprowadzenie do wyrównania. W 15. minucie rozegrali dobrze rzut rożny i bardzo mocno sprzed pola karnego uderzył Mateusz Kostecki, ale fenomenalnie w bramce zachował się Izbiański i wynik pozostawał bez zmian. Chwilę później zobaczyliśmy drugą żółtą kartkę w tym starciu - tym razem za dyskusję został nią ukarany gracz Red Dragons Christian Rodriguez. Tuż przed przerwą wrocławianie mieli jeszcze jedną świetną szansę na zdobycie bramki, bo przyjezdni przekroczyli limit fauli i gospodarze mieli wykonywać przedłużony rzut karny. Na 20 sekund przed końcem pierwszej części gry piłkę ustawił Ribeiro, ale po raz kolejny świetnie w bramce zachował się Guilherme i do przerwy Trójkolorowi prowadzili skromnie 1:0.
Druga część meczu przebiegała niemalże identycznie do swojej poprzedniczki. Red Dragons musiał gonić wynik przez co był częściej pod bramką gospodarzy, ale niewiele z tego wynikało, a czas działał na korzyść Śląska. W 27. minucie rozpoczął się ciąg niefortunnych zdarzeń dla gospodarzy - najpierw ze względu na uraz parkiet musiał na chwilę opuścić Izbiański i w bramce pojawił się Cyprian Bukowski, a później dwie szybkie żółte kartki otrzymali Dasaiev i Maimon. W 29. minucie była jeszcze bardzo dobra szansa dla WKS-u, kapitalnie podeszwą odegrał Joselito i w sytuacji sam na sam stanął Ribeiro, ale wybitnie dysponowany był goalkeeper pniewian Giulherme i wciąż było 1:0. Wreszcie w 34. minucie gościom udało się udokumentować przewagę w posiadaniu futsalówki, Delgado pomknął sam prawą stroną parkietu i z pomocą przypadku i wygranej przebitki uderzył celnie, doprowadzając do remisu 1:1. Ta bramka nie zmieniła drastycznie obrazu gry, szans wciąż było jak na lekarstwo i nawet wycofanie bramkarza przez trenera Pepo nie pomogło Śląskowi wygrać tego spotkania, które ostatecznie zakończyło się podziałem punktów.
Wtorkowe spotkanie we Wrocławiu śmiało można określić mianem meczu dla koneserów. Fustalówka przez większość czasu krążyła od nogi do nogi, klarownych sytuacji do zdobycia bramki nie było zbyt wiele i to też pokazuje wynik. Ostatecznie żadna z drużyn z takiego rezultatu nie może być zadowolona i niewiele zmienia to w kontekście układu tabeli. Po dwóch szybkich ligowych kolejkach przed nami kolejna długa przerwa - wracamy w drugi weekend lutego!