JAXAN WKS Śląsk Wrocław Futsal pokonał w meczu wyjazdowym Futsal Świecie 3:1 w ramach 27. kolejki FOGO Futsal Ekstraklasy. W pierwszej połowie lepsi byli gospodarze, którzy wypracowali prowadzenie 1:0, ale po zmianie stron na parkiecie rządzili już tylko Trójkolorowi, którzy zanotowali trzecie zwycięstwo z rzędu i odskoczyli strefie spadkowej na 6 punktów. Gole dla WKS-u zdobyli Lion Ribeiro (2) oraz Joselito.
Trener Chema Jimenez ponownie mógł liczyć na swoich najważniejszych żołnierzy poza Hamzą Maimonem, który jeszcze dochodzi do siebie po urazie. W pierwszej piątce wrocławian wybiegli Kamil Izbiański, Lion Ribeiro, Joselito, Caio Leonardo i Jonatan De Agostini. Po stronie gospodarzy mecz rozpoczęli Bartosz Piotrowski, Piotr Kaczkowski, Gustavo Przybyszewski, Marcin Mrówczyński oraz Matheus Inacio.
Pierwsza połowa ułożyła się tragicznie dla przyjezdnych z Wrocławia. Już kilka sekund po wznowieniu Trójkolorowi stracili futsalówkę i po szybkiej kontrze i jednym celnym zagraniu na listę strzelców wpisał się Przybyszewski, dając gospodarzom prowadzenie 1:0. Bardzo szybko zdobyta bramka momentalnie ułożyła nam to, co działo się w pierwszej połowie na parkiecie w Świeciu. Gospodarze ani myśleli ryzykować czy otwierać się przed WKS-em, stali niską obroną, w którą jak w mur próbowali bić goście, ale bez większych rezultatów. Na dodatek brak możliwości wykreowania dobrych szans przekładał się na frustracje w drużynie Śląska i w efekcie faule, za które dwóch graczy obejrzało żółte kartki - Rodrigo Dasaiev oraz Kim Herterich. Wojskowi dosyć szybko przekroczyli też magiczną barierę pięciu fauli, ale udało im się dotrwać do przerwy bez przedłużonego rzutu karnego dla rywala. Tak naprawdę trudno wyróżnić świetną okazję do zdobycia bramkę z którejkolwiek ze stron poza tym, co wydarzyło się w 15 sekundzie meczu. Mimo tego, że wrocławianie przeprowadzili znacznie więcej ataków (55-41), oddali więcej strzałów (18-10) oraz więcej razy uderzali celnie (9-6), to na przerwę zeszli przy wyniku 0:1.
Druga część gry miała zupełnie inne obliczenie, i jako spotkanie, i co ważniejsze z perspektywy WKS-u - pod względem wyniku również. Już w 21. minucie świetną indywidualną akcją po lewej stronie popisał się Dasaiev, dograł wzdłuż bramki, a nabiegający Ribeiro uderzył sprzed pola karnego bardzo mocno i precyzyjnie przy słupku, doprowadzając do remisu 1:1. Śląsk był niezwykle zmotywowany i parł dalej do przodu, przez co kilka chwil później Dawid Witek po przypadkowym rykoszecie stanął oko w oko z Piotrowskim, ale próba lobu zakończyła się niepowodzeniem. W 25. minucie jednak błędu już nie było i to właśnie kapitan Śląska po tym, jak wyprzedził goniącego go defensora, dograł na lewą stronę do Joselito, a ten mocnym uderzeniem w kierunku dalszego słupka dał wrocławianom pierwsze prowadzenie w meczu i było 2:1. Gospodarze byli zaskoczeni tym, jak rozpoczęła się druga połowa meczu i nie do końca wiedzieli jak zareagować, co przekładało się na kolejne szanse, ale bardzo dobrze dysponowany między słupkami był Piotrowski, który m.in. obronił precyzyjny strzał sprzed pola karnego De Agostiniego. Podopieczni Marcina Mikołajewicza otrząsnęli się dopiero w 32. minucie i zaczęli huraganowe ataki na bramkę Trójkolorowych - strzelali Kaczkowski, Elsner czy Inacio, ale w żadnej z sytuacji nie była to stuprocentowa okazja i bardzo dobrze w bramce reagował Izbiański. Na domiar złego w 34. minucie świecianie zaryzykowali wychodząc wyżej do będącego przy piłce Izbiańskiego, a ten zagrał dokładnie do Caio i wrocławianie akcję 4 na 3 wykorzystali perfekcyjnie, a z najbliższej odległości do siatki trafił po raz drugi Ribeiro i właściwie zakończył rywalizację w meczu. Jedyne co mogło pomóc gospodarzom to, podobnie jak w pierwszej połowie, faule wrocławian, który w 37. minucie było już 5, a w międzyczasie kolejną żółtą kartkę obejrzał Caio. Na dwie minuty przed końcem meczu trener gospodarzy poprosił o czas i po tej przerwie wycofał bramkarza, rzucając wszystkie siły do ataku. Ta roszada na nic się już jednak nie zdała i po perfekcyjnej drugiej połowie to Śląsk wywiózł ze Świecia zasłużone trzy punkty.
W sobotnim spotkaniu oglądaliśmy dwa różne oblicza podopiecznych Chemy Jimeneza. W pierwszej połowie przyjezdni byli nieco przestraszeni, bardzo szybko dali się "ukąsić", ale po zmianie stron oglądaliśmy już zupełnie inny Śląsk, który był do bólu skuteczny w ofensywie i niezwykle uważny w obronie. Wrocławianie wygrali trzeci mecz z rzędu, a w sumie w ostatnich pięciu spotkaniach zanotowali cztery zwycięstwa i jeden remis, i co najważniejsze - odskakują strefie spadkowej na 6 punktów. Fantastycznie tygodnie Śląska, ale my nie zamierzamy się zatrzymywać! Przed nami przerwa na kadrę, a potem wracamy na wielki mecz z Legią w Hali AWF! Hej Śląsk!